Tylko prywatne edukacja.
Niewielka odpłatność, trochę zmniejszony podatek dochodowy dla rodziców dzieci w wieku szkolnym.
Rynek sam wyreguluje, który nauczyciel jest lepszy, a który leci na opinii.
Tylko prywatna edukacja?
I tylko dla tych dzieci, których rodziców stać na zapłacenie?
A jak w którymś momencie okaże się, że przestało być stać, to co przerywamy edukację? Tak to widzisz?
Niewielka odpłatność, trochę zmniejszony podatek dochodowy dla rodziców dzieci w wieku szkolnym.
5 paczek papierosów i dwie butelki wódki.
I zmniejszony podatek dochodowy dla rodziców dzieci w wieku szkolnym.
18:56
To znaczy taka edukacja trochę państwowa, trochę prywatna?
Kilka postów wyżej jest postulat edukacji tylko prywatnej. Trudno się zorientować.
A kto zapłaci za remont budynku szkoły? Tylko pytam.
Tylko prywatna. Wtedy z czasem okaże się, które szkoły zostają, bo są naprawdę najlepsze, a które uschną z braku chętnych, żeby do nich uczęszczać.
Takie niewielkie czesne wyrównane obniżeniem podatku dochodowego pozwoli rodzicom decydować, kto przetrwa. A to będzie oznaczało, że nauczyciele będą się naprawdę starać, a nie mieć jakieś fochy.
Jeśli chodzi o utrzymanie infrastruktury - takie małe czesne to za mało, dlatego siłą rzeczy musi zostać to na barkach podatników. Ale po co utrzymywać szkoły, gdzie uczniowie tak naprawdę nie uczą się, bo po prostu nie chcą? Niech skończą podstawową edukację, a potem do pracy mogą iść. Wielu może coś takiego pasować. Nie chcą się wyedukować, to nie ma zmuszania.
Teraz szkoła za uszy przeciąga do następnej klasy, bo nauczyciel musi się tłumaczyć, że kogoś usadził.
A szkoły biorą każdego, bo za każdym uczniem idzie subwencja oświatowa.
I mamy system, który stawia na ilość, a nauczyciel nie musi się starać, bo nikt mu nic nie zrobi.
Odpowiedź jest prosta. Nie po co utrzymywać szkoły które nie uczą. Nie utrzymywać nauczycieli którzy nie uczą. Wywalić w kosmos kartę nauczyciela i rozliczać z efektów pracy. tyle i aż tyle.
Ja skończyłem to liceum 20 lat temu i zdawałem maturę podstawową bo wtedy wolno było bez rozszerzeń mimo że byłem na matfizie to nawet matmy nie zdawałem bo był przedmiot obowiązkowy od wyboru. I dobrze. I powiem tak to były dla mnie 3 lata piekła. Jakbym poszedł do THM tobym teraz nie leczył depresji i innych takich u psychiatry i do tego miał zawód. I dostałem się z listy rezerwowej a jakbym nie nękał informatyczki o 6 na koniec gim tobym się nie dostał albo zrobił 1 błąd więcej na egzaminie. A tak z taką maturą to tylko prywatna uczelnia i potem bez przyszłości. Dodam że na żadnych korkach nie byłem i na świadectwie maturalnym najniższa ocena to 3 których to było większość. I matura zdana dość dobrze jak na te podstawy. A że nie dałem rady rozszerzeniom pomimo że byłem dobry z matmy i inf w gimbazie to co innego. I miałem parę dop głównie z matmy fizyki i informatyki bo nie umiałem programować i kod programów wysyłali mi koledzy przez maila albo gadu gadu. A zadania z matmy i fizyki spisywałem w kiblu. Tak spisywałem a w gimbie miałem 5 u dość ostrej nauczycielki i to ja dawałem spisywać innym. W ogóle te rozszerzenia nie powinny być przymusowe i podstawą do oceniania powinien być poziom podstawowy. A te rozszerzenia jako koła zainteresowań coś takiego. A co do spisywania w wc to na studiach rolę się odwróciły i znowu ja byłem tym co pomaga innym. Bo byli tacy co nie umieli płytki nagrać czy skopiować fotek z karty pamięci bo tworzyli skróty. I oni też zdali maturę podstawową. I też mają mgr jak ja tyle że nie z wynikiem db a dst i mieli od groma poprawek a ja ani jednej. Dlatego nie rozumiem tego wyścigu szczurów już od lat liceum. To powinien być czas chodzenia do kina na koncerty imprezy itp a nie kucia po nocach. Tak samo studia. Bo życie mamy jedno i tak umrzemy. Czy zarabiamy minimalną czy 10x tyle. Dlatego nima sensu się przepracowywać na żadnym jego etapie.
I dodam że żaden z przedmiotów ogólnokształcących nie przydał mi się w życiu i nie widzę jego zastosowania w nim poza teleturniejami czy egzaminem maturalnym. To samo przedmioty ze studiów tylko informatyka typu word czy excel się przydała a reszta papki nie i trochę angielski. Także trzeba przemyśleć dla kogo się marnuje kilka lat życia.
20:03
Twoja sugestia to znakomity sposób spisania tysięcy młodych ludzi na straty.
W wieku 14 lat po podstawówce mają iść do pracy?
Nie mają ochoty na edukację, szkodzą tym chcącym się uczyć, nie uznają wyższości wykształcenia nad machaniem łopatą - to po co ich zmuszać, zamęczać?
Takie działanie szkodzi tym, którzy łakną wiedzy.
Nauczyciele sami najlepiej wiedzą, co robi w klasie obecność kilkorga uczniów z fatalnymi wynikami i taką samą słaba frekwencją. Dyscyplina się rozłazi, bo ci najgorsi też są promowani do kolejnej klasy.
Po podstawówce poszedłem do szkoły w Skarżysku. Dojeżdżałem codziennie pociągiem. Też miałem jedno życie i spędzałem je na nauce i zarabianiu pieniędzy na bilet. Dziś uważam, że przepracowanie się na tym etapie życia miało sens. Miało sens bo umiem. A dziś pracą mają nie ci z dyplomem, tylko ci co umieją.
To było iść do THMu a nie jeździć tyle jak się chciało być elektrykiem. A ogólne przedmioty nie są przydatne w żadnej pracy ani życiu. No chyba że się robi doktorat i wykłada na uczelni. A tak to nie. Po THM też byś umiał zawodowe i by było. A to się liczy. Dyplom wyższej uczelni nic nie daje szczególnie prywatnej gdzie przyjmują bez względu na wynik matury tylko byle była i potem takich przepychają aż do obrony. A liczą się umiejętności praktyczne. Bo żaden pracodawca nie patrzy na oceny z ogólnokształcących przedmiotów ani znajomość lektur czy wzorów matematycznych czy dat z historii tylko co się umie. A wiedza a umiejętności to co innego.
" A liczą się umiejętności praktyczne. Bo żaden pracodawca nie patrzy na oceny z ogólnokształcących przedmiotów ani znajomość lektur czy wzorów matematycznych czy dat z historii tylko co się umie. A wiedza a umiejętności to co innego." Właśnie dla tego wybrałem Skarżysko. Chciałem umieć.