Masz po części rację, ale zwini, czy jak jej tam było postanowiła zakopać się w norze.
1. Oczywiście, że jej/jego teorię nie trzymają się kupy, zwyczajnie są nielogiczne i niespójne. Zastanawiające jest dlaczego uwagę z LGBT próbowała przekierować na zatrucie środowiska?
2. Dane jasno wskazują, że ani otwartość, ani to mityczne zanieczyszczynie nie są wstanie spowodować takiej zmiany (gdy przypomnimy sobie starożytną Grecję, to o jakim tam zanieczyszczeniu możemy mówić, gdy w dobrym tonie było wśród panów z wyższych sfer, mieć swojego "chłopca").
3. Ponownie zgoda, co do zapracowania rodziców 8 możliwości brania aktywnego udziału w wychowywaniu dzieci - zabiegani rodzice, którzy uwierzyli, że "dadzą radę", wychowanie dziecka pozostawiają szkole, rówieśników, telewizji i internetowi.
* i możliwości brania
* rowieśnikom
Felice - nawet jeżeli spudłowalaś w bezpośrednim trafieniu, to strzał okazał się na tyle celny, że wywołał panikę i ucieczkę do mysiej dziury.
Pisze "jeżeli", gdyż pozostawiam tę kwestię jako "zestrzelenie prawdopodobne" (jak podczas "bitwy o Anglię", jeżeli Szkop nie rozbił się na trawiastych polach wysp brytyjskich, tylko wpadał do morza, bez potwierdzenia ochrony wybrzeża uznawano takie zestrzelenie prawdopodobne).
Jednak już w poście o "seksie" zastanawiający był ten pusty radykalizm. Tak jakby chodziło o to, aby problem przedstawić w krzywym, przejaskrawionym zwierciadle - dobra, sprawdzona metoda czarnego PR - doprowadzenie czyiś poglądów do absurdu, to znacznie skurlteczniejsza metoda jego dyskredytacji niż bezpośredni, otwarty atak.
:)))
Kiedyś ci opowiem jak do tego doszłam. Poza forum oczywiście (bo ta wiedza nie jest dla wszystkich)...o ile dasz sobie szansę zrozumienia. Padniesz ze śmiechu. :))
I żeby nie było...żadne tam têtê-à-têtê, tylko w szerszym gronie. Piszę, bo jeszcze znowu asekuracyjnie mi odpiszesz, że chętnie przeczytasz ( a nie posłuchasz). :))
I dlatego każdy proponuje Wam czat, gołąbeczki. Tam możecie uprawiać prywatę i nie tylko.
W stosunku do Zwinnislawy zachowałaś się dokładnie tak samo, jak inni zachowują się do Ciebie. Coś sobie ubzdurałaś i ogłaszasz to jako prawdę objawioną.
Mogła zajść pomyłka, bo sracie jak gołębie. Czujesz się świetnie jak każdy czyta Waszą prywatę? No peeeewnie!
A ty byś wolał o czym podjąć dyskusję? Może o tym, że podnoszą ceny za "małpeczkę"? Jak żyć, panie, jak żyć.
Żyj jak chcesz i pozwól żyć innym. Proste.
Przypomniało mi się jeszcze takie skojarzenie jak ideolodzy LGBT chodząc do szkół w celach edukatorskich robią to, aby uchronić te dzieci przed seksualizacją. Odtworzyła mi się wówczas taka scenka z serialu "Alternatywy 4", jak strażak przyłapany przez osobę postronną na tym, że w wozie strażackim zamiast wody wozi skradzione paliwo lotnicze, wytłumaczył temu pytającemu, że tu żadnej pomyłki nie ma (ta benzyna, zamiast wody) bo racjonalizatorzy stwierdzili, że znacznie szybciej i skuteczniej gasi się pożary jak nie polewa się je wodą, tylko benzyną. Pożar w jednej chwili polany taką substancją spala cały tlen w najbliższej okolicy, a że w próżni ogień palić się nie może, więc płomienie zostają automatycznie zduszone i gadną same.
Podobnie jest z tą koncepcja ochrony dzieci przed seksualizacją prowadzoną przez edukatorow LGBT. Bareja wiecznie żywy.
Tak zaraz od gnojów? :)
Czekam nadal na odniesienie się do konkretnego artykułu z tematu wątku. Dotyczy opieki psychiatrycznej nad dziećmi w Polsce,także tymi z nieokreśloną tożsamością płciową.
No proszę. Ależ oczywiście zgadzam się, że osobom z zachwianiem orientacji seksualnej (jak każdej innej orientacji) potrzebna jest pomoc psychologiczna. Przypominam jednak, że to nie konserwatyści, ale ideolodzy LGBT zwalczają tego typu propozycje.
Zagadałam się z miłymi mamami innych dzieci siedzącymi na ławeczce obok mnie. Warto rozmawiać.:))
Mawiało się, że potrzeba jest matką wynalazku. Czy to jest nadal aktualne w kontekście tych potrzeb młodzieży korzystania z porad psychologów ... czy przypadkiem nie odwrócono tu biegu zdarzeń?
Przede wszystkim nie szkodzić....
Dwie scenki z życia naszych dzieci w szkole.
Pisałam niedawno o nauczycielach "kosmitach" ...w innym wątku.
A jeśli tak się składa, że "kosmita"- nauczyciel, jest także, w ramach swojego rozwoju udokumentowanego "papierkami", i psychologiem odsyłającym dzieci w ramach zajęć szkolnych do numerologii w celu np. ustalenia tzw. szczęśliwego numerka i przyporządkowania cech osobowościowych odpowiadających temu numerkowi ? Proszę sobie wyobrazić teraz problemy psychiczne młodzieży 13, 14, 15- toletniej, która da nadmierną wiarę tego typu bzdetom i zaliczać zacznie doła za dołem, gdy prawdziwa osobowość dziecka nie sprawdzi się z tą, która odpowiadać miała " szczęśliwemu numerkowi".
Druga scenka,
Pisałam kiedyś - w wątku poświęconym budynkowi dla rad osiedlowych za 1700000 zł, w kontekście ogrodu sensorycznego, który ma powstać przy okazji realizacji tego projektu w naszym mieście, o szkodliwości rozbudzania w dzieciach ich zmysłowości, dojonywanego w warunkach nienaturalnych...za pomocą różnego rodzaju zajęć dydatktycznych. Nota bene, środki na realizację ww. projektu pochodzą w dużej mierze z funduszy unijnych, a wiemy jednocześnie, że w zachodnich krajach unijnych, nad sensoryką dzieci (także w sferze ich seksualności od najmłodszych lat), ustawicznie pracuje się.
Takie praktyki przyczynić mogą się do zachwiania takiego harmonijnego rozwoju osobowościowego dziecka, bo wiadomo, że pobudzanie (tu- sztuczne...poza naturalnym środowiskiem życia dziecka) jednej sfery życia człowieka niewątpliwie negatywnie odbije się na rozwoju innych sfer i problemy gotowe. Nie minął nawet tydzień od czasu, gdy dyskusja na forum odbyła się, gdy w klasach przedszkolnych, p. psycholog z lokalnej poradni, wypaliła rodzicom podczas zebrania, usypiając ich czujność, że nie należy martwić się niezrównoważonym rozwojem małych dzieci, bo nawet jeśli dzieci mają zaburzenia z powodu nadmiernego pobudzenia u nich sfery sensorycznej, to potem wszystko się wyrówna. Rodzice wyszli uspokojeni, uśpieni, co zapewne przełoży się na dalsze bezmyślne bombardowanie swoich pociech smarfonami, bajkami, a może i czymś jeszcze.
Toteż...drodzy psycholodzy ... podstawowa zasada, to nie szkodzić, a nie najpierw szkodzić, a potem przeciwdziałać...i to często za kasę. Tak...wiem, że wasze leżanki w waszych gabinetach już czekają na nasze dzieci...tylko po tym, co zaobserwowałam, mam poważne wątpliwości, czy one wyjdą z nich bardziej stabilne. I co by tu nie mówić, mam poważne wątpliwości, co do waszych intencji względem naszych dzieci, że o waszym przygotowaniu do pracy psychologa, już nawet nie wspomnę. Chyba, że wy po tych nowoczesnych uczelniach jesteście...no tych, w których osoby pokroju takiej M. Środy, wykładają? Wtedy to już inna sprawa. :))
Toteż....rodzice (może nie wszyscy)... do dzieła. Nie łudźcie się, że z problemami waszych dzieci ktokolwiek inny poradzi sobie lepiej, niż wy sami. Którz zna lepiej wasze dzieci, niż wy?